1
2
3
4
5
Bardzo dobra

Gra niestety, rewelacją nie jest.

Narracja, fabuła i klimat – to w niej jest rewelacyjne. Zakończenie kompletnie zabiło mi ćwieka, aż prawie uroniłem łezkę – tak bardzo westernowe było. Ogólnie prezentacja fabuły jest podana w nieco poważniejszy sposób niż w GTAIV, ale nadal otrzymujemy sporą dawkę czarnego humoru i puszczania oka w stronę co bardziej ogarniętego gracza.
Aktorzy głosowi pokazali naprawdę wysoki poziom. To jest wg. mnie najjaśniejsza gwiazda w produkcji Rockstar'a.
Graficznie jest bardzo, bardzo dobrze.
Strzelanie jest przyjemne, łatwe, a system Dead Eye jest bardzo klimatycznym "ułatwiaczem".

Ale niestety, minusy – misje polegają na schemacie : obejrzyj historyjkę, dojedź na miejsce wysłuchując gadek towarzysza (bowiem bardzo często jeździsz "z ekipą"), zrób rozpierduchę i obejrzyj historyjkę końcową. Odskocznie – typu poganianie bydła, ujarzmianie koni i zbieractwo są przyjemne i trzymają klimat już-nie-tak dzikiego zachodu, ale na dłuższą metę są monotonne.
Dwa – gra jest po prostu krótka przez to, że jest za łatwa. Rockstar za bardzo wsłuchał się w jęki niedzielnych graczy przeklinających poziom trudności GTAIV i poszli im aż za bardzo na rękę. Z ręką na sercu przyznaję, że zginąłem w tej grze, podczas wykonywania misji, tylko trzy razy. I to nie dlatego, że było trudno. Ale tu już przechodzimy do punktu nr. 3.
Bugi. Zginąłem właśnie przez bugi. W jednej z intensywniejszych strzelanin, kiedy zabrakło mi Dead Eye meter użyłem Oleju Wężowego by go napełnić. Tak się jednak nie stało, a olej straciłem. Ciekawe. Innym razem, pędząc na moim rumaku (Koń Wojenny – unikatowy DLC w nagrodę za zamówienie przedpremierowe) i prowadząc ostrzał utknąłem między dwoma tycimi kamieniami. I zostałem przywitany salwą pocisków z pozdrowieniami od meksykańskich rewolucjonistów. Trzeciego przypadku nie pamiętam. Skleroza.
Po czwarte – pustka. Największa bolączka gry. A miało być tak pięknie. Duży świat z mnóstwem możliwości. Skórowanie i zbieractwo jest nudne, daje mały przychód, w porównaniu do takiego pokera w którym w piętnaście minut wygrałem prawie 10,000 $. Swoją drogą ciekawe jest skąd wszyscy w tym świecie tacy bogaci, biorąc pod uwagę, że po kropnięciu kolesia maksymalnie zebrałem z niego 86$? I biorąc również pod uwagę wartość dolara "kiedyś" a "teraz". 80 dolców to była naprawdę bardzo dobra cena za czyjąś głowę. A tu dostajemy 200 od, niby to biednych meksykanów. Ale to takie moje małe czepialstwo historyczne. Wspominając już pokera, nie sposób wspomnieć o blackjack'u i kościach kłamcy, grach, które zaliczam na duży plus, bo potrafią naprawdę zeżreć miło czas. Szkoda tylko, że po odejściu od stolika z worami pieniędzy nie ma ich tak naprawdę na co wydać.
Po piąte – zakończenie. Napisałem, że mnie totalnie zaskoczyło i że było moim zdaniem bardzo "westernowo-epickie", ale chodzi o kontynuacje gry. Nie będę spoilerował, ale po teoretycznie ostatniej misji głównej możecie poczuć się nieco oszukani. Ja miałem wrażenie jakby chłopaki na siłę przygotowywali się do kontynuacji, lub ew. DLC. Prosto z mostu – na zakończenie dostałem strzał w serducho aż mi się łezka zakręciła by potem zaserwowano mi siarczystego kopa w jaja. Pomijam już kurioza jakie po tym następują, m.in. kontynuowanie napoczętych misji pobocznych. Musicie to sami poczuć. Kop w dżądra dla wszystkich!

Red Dead Redemption to ani rewolucja, ani rewelacja. Jest to dobrze prowadzona opowieść, bardzo dobry materiał na film – mam nadzieję, że gra zainspiruje rynek filmowy do wydawania nowych westernów w klimacie starych, dobrych obrazów z Clintem. Zapewne DLC poprawią to i tamto, a patche zniwelują bugi, jednakże poczułem się nieco oszukany po tym całym hałasie.
Mimo wszystko polecam grę Red Dead Redemption ale nie za 200zł. Osobiście dałbym 160 max.
A co do oceny – na Gametrade.pl wygląda to w sposób 4/5, ja natomiast dałbym 85/100, by tą ocenę uściślić.