1
2
3
4
5
Rewelacyjna!

Po raz kolejny firma Rockstar udowodniła, że ich pozycja na rynku gier typu sandbox jest niepodważalna. Tym razem twórcy przenoszą nas na dziki zachód do roku 1911. Wcielamy się w rolę Johna Marstona, który jako ustatkowany człowiek z rodowodem bandyty ma spłacić dług wobec kraju.

Nie chcę opowiadać o fabule, nie będę psuł gry innym. Dodam jedynie, że historia w tej grze, jest fenomenalna. Nie jest ona liniowa, nie nudzi się, nie jest to gra z samymi misjami typu "pojedź tu, rozwal wszystko, co się rusza". Jest to, nawet po części, symulator życia na Dzikim Zachodzie. No kto by nie chciał być kowbojem?! W sumie z początku gra mnie zaskoczyła. Myślałem, że jak tylko rozpocznę singla, to od razu zacznie się strzelaniną, krwią, flakami itd. A tu klops! Nic z tych rzeczy. Na początku zajmujemy się właściwie zadaniami, które wykonują zwykli ludzie na Dzikim Zachodzie. Robimy nocne patrole, zaganiamy bydło, ujarzmiamy dzikie mustangi, polujemy na okoliczne zwierzęta. Później poznajemy prawdziwe oblicze tej krainy – bezprawie, zorganizowana przestępczość, rozboje w biały dzień. Oprócz głównych misji mamy również misje poboczne oraz zdarzenia przypadkowe, na które możemy wykonać lub nie. Tu plus dla twórców, ponieważ gracz na prawdę czuję kontrolę nad swoją postacią.

Jeśli chodzi o oprawę graficzną, to jest to coś nie do opisania, to trzeba zobaczyć samemu… oczywiście na Xbox'ie, bo na PS3 nie wygląda to tak dobrze. Teraz fani konsoli od Sony mnie zjedzą, to smacznego. Mimo tej wspaniałości otaczającego nas świata, czujemy, że jest coś nie tak. Czujemy się jakoś znajomo, ale czemu? Ano właśnie. Bardzo mocną czkawką odbija sie tu sterowanie z GTA 4, a nie chodzi tu tylko o przyciski na padzie. Praktycznie każda rzecz jaką wykonuje nasz bohater, będzie nam się kojarzyła z GTA 4. Z jednej strony źle, ale z drugiej strony to sterowanie było takie dobre, że czemu z niego nie skorzystać? Jeśli chodzi o to żywe otoczenie wokół bohatera, jest to znacznie ulepszone w stosunku do GTA. Można nawet stać przez pół godziny w miejscu i patrzeć co robi jakaś babcia. Jeśli chodzi o ten aspekt gry to ludzie z Rockstar powalili mnie na kolana. Oprócz paru bardzo wkurzających bugów, nie ma do czego sie przyczepić, w szczególności, że gra była robiona z takim rozmachem. Oprawa dźwiękowa, to kolejna rzecz, która nadaje charakter tej grze. Muzyka jest tak klimatyczna, że można dzięki niej wsiąknąć do gry na długie godziny.
Podsumowując! W tej grze każdy znajdzie coś dla siebie. Jest miłość, przyjaźń, zdrada, krew i zwrotu akcji. Jest w niej zarazem tyle możliwości i przestrzeni do wykorzystania, że na pewno nikt nie będzie mówił, że nie ma już co zrobić, bo poza singlem mamy też tryb multi. Co do moich odczuć – czuję w tej grze taki nieokiełznany chaos, a zarazem harmonię i spokój, po prostu panta rhei xD. Może to ze względu na geniusz twórców. Uważam, że ta pozycja powinna znaleźć się na Waszej liście gier, a sam tytuł może zawalczyć o grę roku 2010. Ode mnie 4.8/5
Amen!