1
2
3
4
5
Przeciętna

Niestety, FF 13 zawodzi.

[spoilery poniżej] Poza grafiką i niektórymi utworami muzycznymi, gra nie ma prawie nic do zaoferowania :/. Gra przez ok.20h jest liniowa i strasznie nudzi, a potem jest niewiele lepiej. Fabuła jest kiepska i ubrana w śmieszne zwroty typu fal'cie, ci'eth, l'cie, focus, ragnarok, itd. i przez to bywa nieczytelna i trudna w odbiorze.

Dlaczego fabuła jest kiepska? Między innymi dlatego, że stawia bohaterów w sytuacji, w której nie wiedzą co ze sobą mają zrobić. Przez to co chwilę zmieniają zdanie i albo idą ratować świat, albo go zniszczyć. Kolejny level – kolejna zgadywanka, kolejna interpretacja i kolejna zmiana zdania o 180 stopni. Poza tym prawie nic się tu nie dzieje – bohaterowie zostają naznaczeni, przez co mogą używać magii, ale są ścigani i postanawiają uratować/zniszczyć świat (patrz wyżej) i tyle. Jak odgadną cel i wypełnią misję, to staną się kryształami, a jak nie, to zamienią się zw zombie. Naturalnie ostatecznie ratują świat, the end i tyle jeśli chodzi o streszczanie fabuły. Cała gra to praktycznie ich droga do celu, z minimalnymi zwrotami akcji. Historia, domyślam się, miała być tłem dla konfliktu dwóch światów – cocoon i pulse, oraz starciu między światem technologii i natury. Domyślam się, bo nic nie jest wprost powiedziane, czy pokazane. Po ok. pół gry dopiero zobaczyłem które to Pulse, a które Cocoon. Nie mam nic przeciwko stopniowemu odsłanianiu fabuły, ale kiedy co chwilę typy na ekranie mówią o "cocoon fal'cie", czy "pulse l'cie", to jest to po prostu dezorientujące.

Kiedy pomyślę, że w FF VII odwiedziłem wielkie miasta, kurorty, slumsy, statek pływający i latający, lasy, pustynie, gold saucer, zaginione miasto, mnóstwo wiosek, w tym tą z młodości Clouda & tify, oraz rodzinną wioksę Reda XIII, krater, reaktory, farmę chocobosów, tajemnicze świątynie i posiadłości, podwodną stację i rozbitą łódź podwodną, wodospady, wielkie pomniki wyciosane w skałach, rakietę kosmiczną, to nie mogę uwierzyć, że to jest gra tych samych twórców. Ile poza tym w FF7 było minigierek – cały gold saucer, a w FF13? Nic, zero.

Postacie w FF13 przez ich zmienne humory i problemy rodem z telenowel, ciężko polubić. Każdy level w pierwszych 20h ma taki sam schemat – idziemy liniowym, ciasnym korytarzem pełnym stworów do zabicia, aby na końcu zawalczyć z bossem i zobaczyć scenkę, w której jedna z postaci się załamuje, a druga ją pociesza. Praktycznie za KAŻDYM razem. Przy czym postacie nie są nawet porządnie skonstruowane, bo np. wglądu w ich przeszłość dalej, niż 13 dni wstecz nie mamy i w ogóle się nie zmieniają w trakcie gry. Za mało o nich wiadomo, żeby można je było polubić, a to co mówią, sprawia, że chce się ich osobiście potraktować summonem i wystrzelić w kosmos bez zapasu tlenu. Vanille jest irytująca, Hope jest irytujący, Snow jest irytujący, Lightning średnio-irytująca i jedynie Fang i Sazh są znośni. Lightning była ewidentnie wzorowana na Cloudzie z FF7, tylko, że jego przemiana z gbura w bohatera była wiarygodna. Lightning po prostu jakby po jednej walce włącza się instynkt macierzyński względem Hope'a i już nagle jest milusia dla wszystkich. W ogóle nie wiem, czemu jest główną bohaterką, kiedy wcale nie jest na pierwszym planie. Bardziej istotna dla fabuły, choćby ze względu na zakończenie była Fang, a Lighting niczym się od reszty bohaterów specjalnie nie wyróżnia. Ba! Mniej hp od niej ma tylko Hope i ogólnie w niczym nie jest specjalnie dobra(lepszy commando – fang, lepszy ravager i medyk – vanille/hope). Z Cloudem z FF7 trudno było się nie zżyć, choćby dlatego, że tylko w jednym momencie gry nie był on liderem drużyny, a jego przeszłość była interesująca i jej stopniowe odkrywanie było fajnie zrobione. Design wrogów fabularnych woła o pomstę do nieba.

Ok, więc jeśli fabuła i postacie są nieciekawe to co się w tej grze robi? Walczy. Non-stop, do zesrania. Jedyne co ta gra oferuje, to łażenie i walka. Nawet misje poboczne oferują jedynie walkę. Interakcja ze światem jest ZEROWA. Tylko w trzech miejscach w grze na mapie są jakiekolwiek NPC, które mają jakiś tekst, gdy się do nich podejdzie, a szczytem interakcji z jakimikolwiek istotami w FFXIII, jest mały robocik, który podaje nam tipsy dotyczące gry, gdy się na nim wciśnie X. Sklepy są zautomatyzowane i są zwykłymi menusami, a w miastach(czy raczej w mieście) są tylko wrogowie. Świat gry wydaje się pusty i drętwy.

Walka w takim razie musi być zajebista, skoro to jedyne zajęcie w FF13? Nie. To stare ATB, znane ze starszych odsłon, tylko opierające się bardziej na szybkim klikaniu, niż na taktyce. Jest też systemem klas znany z innych części i wszyscy atakują na raz, przez co panuje ogólny chaos. To, że musimy się spieszyć w trakcie walki, doprowadza do takich sytuacji, że czasem lepiej jest dać zginąć jednemu bohaterowi, niż tracić czas na zmianę klasy i leczenie, bo i tak po walce będzie dalej żył. Prawie cała taktyka opiera się na zmianie klas postaci i ich odpowiednim przygotowaniu przed walką. Gdy już walczymy, wystarczy zazwyczaj tylko wciskać X,X,X,X,X i koniec. Walka ma nawet AUTO-PILOTA, w postaci przycisku auto-attack, auto-chain, auto-defend, itd. Przez to, że wszyscy atakują na raz, nie mogłem nawet wyczaić kto, ile i którym atakiem zadaje obrażeń, a przez to ocenić co jest skuteczniejsze na jakiego wroga. W walce liczy się prędkość zabicia wroga, ale do tego stopnia, że lepiej jest klikać na auto-atak, zamiast manulanie wydawać rozkazy, bo zajmuje to za dużo czasu. Próbowałem na początku robić wszystko manualnie i ustawić upływ czasu na "slow", ale miałem wtedy gorsze oceny potyczek. Gdy tylko przełączyłem to ustawienie na "normal", zacząłem zbierać 5 gwiazdek za prawie każdą walkę. Ogólnie gra jest też za prosta – twardych stworów, które wymagałyby odpowiedniego podejścia, dostosowanego ekwipunku i użycia shroudów przed walką było tylko parę (ostanie parę misji), oczywiście zakładając, że ma się odpowiedni "level".

Najgorsze w tym systemie walki, poza nastawieniem na maksymalną możliwość szybkość, jest chyba to, że możemy kontrolować tylko jedną postać, bo AI kontrolujące pozostałe 2 sobie nie radzi. Nigdy nie leczy postaci do końca, a zamiast ratować i ściągać z bohatera deprotect, woli rzucić np.haste, co kończy się ponownym podejściem do walki. Wszyscy atakują zazwyczaj tego samego stwora, przez co traci się sporo ataków, gdy np. kolesiowi został piksel życia, a leci w jego kierunku parę ataków, mimo, że oczywiste jest że jeden go wykończy. Kiedy ogłuszę przeciwnika i ustawiam 3x commando, to zamiast go tłuc we trójkę i wykończyć szybko, każdy bohater rzuca się na kogo innego tracąc stan ogłuszenia i rzucając swoje ataki na darmo. Jako sentinel AI używa niepotrzebnie provoke i challenge, kiedy bardziej przydałby się jakiś -guard.

Summony są tak słabe, że prawie bezużyteczne. Potrafią zadać konkretne obrażenia jedynie ogłuszonemu wrogowi, a z takim nie mam problemu z moją trójką bohaterów. Jedyne, do czego się tak naprawdę przydają, to automatyczne leczenie postaci przy przywołaniu i równie automatyczne zwalanie z nóg 2 rodzajów najpotężniejszych wrogów w grze. Design summonów też jest swoją drogą słaby – Shiva jako transfomer-motocykl?

Levelowanie jest takie sobie – totalnie liniowe przez pierwsze 20h, a później w zasadzie możemy wybrać jedynie kolejność odblokowywanych bonusów i skilli. Na dzień dobry w przy levelowaniu wita nas widok…no własnie czego? zawieszonych w przestrzeni obręczy, tworzących jakieś kształty – nie wiem co decydowało o kształcie, w jakim dane obręcze się ustawiały, bo ani to specjalnie ładne nie jest (a crystarium lv.10 się rżnie), ani przejrzyste, i dopiero przy wejściu w daną klasę, na zoomie widać co robimy.

Upgrade broni i itemów jest także nieprzemyślany, bo wymaga od nas kupy czasu spędzonego na farmieniu najpotężniejszych stworów w grze, a jak jestem dosyć silny, żeby je położyć, to po co mi najlepszy stuff? Poza tym, kiedy piszę "kupę czasu", mam na myśli ok. 60h bezmyślnego, nudnego używania tej samej strategii na paru odmianach tego samego stwora w kółko. Jedynie te stwory mają katalizator niezbędny do stworzenia wszystkich broni, a także najdroższe itemy na sprzedaż. Kasy za walkę się w FF 13 nie zdobywa, można jedynie coś sprzedać.

Grafika ogólnie jest niezła, ale w trakcie cut-scenek i animacji niektórych ataków widać, że modele są low-poly, a niektóre tła rozpikselowane. Muzyka jest ok, ale tylko paręnaście utworów z 5cd OST było naprawdę fajnych i oczywiście najrzadziej pojawiały się one w grze. Motyw przewodni walki na początku mi się podobał, ale po ok. 20h grindowania musiałem wyłączyć dźwięk, bo nie dawałem już rady. Musiałem wyłączyć dźwięk, bo nie ma osobnych kontrolek dla SFX i muzyki – więc słucham wszystkiego, albo niczego. Swoją drogą SFX są za głośno w stosunku do muzyki moim zdaniem. Resztę gry przechodziłem z muzyką z odtwarzacza (samo nudne grindowanie do końca platyny, więc nic nie straciłem).

Jest to zdecydowanie najsłabszy final i jego problemem nie jest to, że jest inny, ale że jest po prostu słaby. Ta gra jest też słaba nie tylko jako kolejny final, ale jako gra sama w sobie. Gra powinna zapewniać rozrywkę, a nie nudzić. Fabuła nieciekawa, postacie też, walka nastawiona na szybkie klikanie, frajda z łażenia zamkniętymi korytarzami i walczenia w kółko z tymi samymi dwoma-trzema przeciwnikami w danej lokacji jest raczej znikoma i gra po prostu nudzi. Znam takich, co nie dali rady nawet skończyć tej gry. Łażenie z rogu do rogu mapy w Pulsie także było nudne, a chocobosy dało się odblokować dopiero bodaj 14ta misją. Z resztą zarówno do nich, jak i do kamieni teleportujących najpierw trzeba dojść na piechotę, co oczywiście znowu nudzi. O ile w poprzednich odsłonach dla lokacji z dużą ilością walki zawsze znalazła się jakaś odskocznia, lokacja do zwiedzenia, czy mini-gierka, tak tutaj jest tylko walka.
Ta gra ma być RPG, czyli grą role-playing. A jaką rolę pełnimy, jako gracz, w tej produkcji? Parcia do przodu jedyną możliwą drogą i wciskania tylko x,x,x,x na autoataku w trakcie walki, zmiany klasy na medyka/sentinela czasami i tyle jeśli chodzi o myślenie, czy taktykę. W końcowych etapach gry trzeba wachlować klasami trochę szybciej i to z kolei tyle, jeśli chodzi o wyzwanie. Trudniejszy przeciwnik zazwyczaj charakteryzuje się tym, że ma po prostu 15mln hp i walka z nim trwa DŁUŻEJ. Walka przez paręnaście minut przy używaniu tej samej strategii w kółko nie jest swoją drogą ani fajna, ani ciekawa. Dłuższa walka nie równa się trudniejszej !!!

Wbiłem platynę, ale tylko dlatego, że szkoda mi było tego czasu, który już w grę włożyłem i nie chciałem, żeby poszedł na marne. Po skończeniu tej gry, znów zachciało mi się pograć w FF7 – grę, w której co chwilę coś się działo, system walki był świetny, a postacie były fajne i dały się lubić. W zasadzie tylko Yuffie trochę nie lubiłem, bo głupia szmata ukradła mi moją materię! XD FF7 nie był idealny, ale po paru dniach od skończenia FF 13, pamiętam w tym momencie więcej z FF7, niż z ostatniej odsłony cyklu.